pomóż innym
Marzymy o świecie idealnym. Taki najczęściej pojawia się w sztuce – w filmach, książkach, na obrazach wielkich malarzy. Tylko że świat realny jest zupełnie inny. Daleko mu do ideały, daleko mu nawet do przeciętności. Coraz bardziej zarysowują się granice pomiędzy bogatymi oligarchami a klasą uboższą. Coraz bardziej widać różnice... ale nit z tym nic nie robi. Przyjmujemy to jako pewnik, niestety coraz więcej ludzi cierpi i ma problemy z normalnym funkcjonowaniem w społeczeństwie. Czy jest nadzieja dla ludzkości?
Są tacy, którzy uważają że degradacji człowieczeństwa nie da się już w nas powstrzymać. Jesteśmy zawistni, zarozumiali, nie znamy litości ani skruchy. Uczucia i emocje spychane są na plan dalszy. Nie dziwne, że powstaje coraz więcej różnego rodzaju fundacji i stowarzyszeń mających na celu szczepienie ideologi wzajemnego poszanowania i niesienia pomocy potrzebującym. Różne akcje humanitarne i charytatywne nie skupiają jednak wokół siebie takich ilości ludzi, jak by się chciało. Nie mniej to jedyna nadzieje i szansa na to, ze nie odczłowieczymy się zupełnie i na zawsze.
Solidarna pomoc to ciekawy trend współczesnego świata. Jeśli się uda tym zainteresować wszystkich ludzi, różnych klas społecznych i różnych środowisk, to może się okazać, że niebawem wszyscy będziemy zupełnie inaczej podchodzić do zagadnienia pomocy innym. Potrzebujących jest wielu – począwszy ot tych na naszym „lokalnym podwórku”, po ludzi dotkniętych niespodziewanymi kataklizmami (jak na przykład trzęsienie ziemi na Haiti), a także osób całych społeczeństw biednej Afryki. Duże „firmy” organizują zbiórki pieniędzy, żywności, odzieży... ale to wszystko za mało, by zapewnić dobrobyt całemu światu. Ba – to zbyt mało, by zapewnić nawet życiowe minimum wielu ludziom.
Solidarna pomoc – mimo że wciąż istnieje w społeczeństwie – coraz bardziej zaczyna przypominać walkę z wiatrakami. Jak u Don Kichota, tego problemu na pewno nie da się rozwiązać i długo jeszcze będziemy katowani obrazami bezdomnych, głodujących, etc. Nie ma co liczyć na to, że do akcji humanitarnych walczą się najbogatsi ludzie świata, bo im nie zależy. Najczęściej biznesmeni nie mają w sobie odruchów litości i tolerancji. A szkoda, bo tylko bogaci świat naprawić mogą.
A tak... okazuje się, że idealiści i dobroczyńcy to jedynie wymysł artystów. Takich jest najwięcej w literaturze. W ten sposób pisarze pokazują swoje marzenia świecie przyszłym, o świecie lepszym. Tylko że niestety marzeń tych nie daje się zrealizować, bo nikt takimi słowami w książkach się nie przejmuje.
Solidarna pomoc mimo że wciąż głoszona w świcie, to jednak jest to tylko hasło ideologiczne stworzone przez literatów. Nijak się to ma do realnego świata, który jest okrutny i bezwzględny. Nijak się to ma do naszej codzienności. Jedyną szansą dla potrzebujących jesteśmy my sami. Czytajmy książki i czerpmy z nich wzorce do naśladowania. Być może nie bogactwo, a zaangażowanie stanie się wybawianiem dla tego markotnego świata?