pomóż innym
Póki co jest tak w naszym kraju, że każdy SMS wysyłany na numer akcji charytatywnej jest opodatkowany. Podatek płacimy zarówno my (w rachunku dla firmy telekomunikacyjnej), jak i iranizacja humanitarna, która ową akcje organizuje. W ten sposób niemalże połowa sumy, jaką płacimy nie trafia na konto tych, którym ową kasę chcieliśmy przekazać. To przerażające, ale jak się zdaje nic z tym póki co nie można zrobić.
Temat odpodatkowania SMS-ów charytatywnych powraca jak bumerang do polityków. Ci o tym mówią od wielu miesięcy, ale jak to zwykle bywa – na słowach się kończy. Tutaj solidarna pomoc nie prezentuje się inaczej, jak i w innych kwestiach tego typu. Jedna partia wpada na dobry pomysł, opozycja krzyczy uważając, że to absurd (już tylko dla samej kłótni, a nie dla logicznych argumentów). Pomysły wtedy tkwią w martwym punkcie, a ci, którzy rzeczywiście pomocy potrzebują nadal jej nie mają. Czy to się zmieni? W naszym kraju nieprędko, bo politycy w Polsce to zazwyczaj ludzie dość mocno ograniczeni niestety, ich hasłami przewodnimi jest nie solidarna pomoc rodakom, ale kłótnia z politycznymi przeciwnikami, pomagania znajomym – bo o nepotyzmie w polskiej polityce można niemalże książki pisać.
Kwestia zwolnienia charytatywnych SMS-ów od podatku to kwestia jasna i klarowna. Gdyby naszym politykom chodziło o pomoc organizacjom pozarządowym, których ideą jest niesienie pomocy potrzebującym, to zapewne już dawno taka ustawa przeszła by przez obrady sejmu. Bo skonstruowanie prostych zasad prawnych w tym przypadku nie jest tematem wielce skomplikowanym. Mało tego, wszyscy posłowie, którym leży na sercu niesienie pomocy innym nie powinni mieć żadnych obiekcji. A jednak... nie powinni, ale mają. Szokuje i udowadnia zarazem, że polityka w Polsce to jedno wielkie kłamstwo, szyderstwo i drwina z wyborców. Jedynie należy mieć nadzieje, że zbliżające się wybory pożegnają na dobre z sejmem wszystkich oszołomów, którzy Polskę i Polaków krzywdzą świadomie dla własnych interesów.
Solidarna pomoc powinna być hasłem przyświecającym wszystkim politykom. Bo to, że stosunkowo niewielkie kwoty pomiędzy (przez wzgląd na potrzeby) trafiają do puli domów opieki społecznej to jedno. Tutaj da się jednak polityków i rząd wytłumaczyć, bo jak powiadają: nawet Salomon z pustego nie naleje. Ale jeśli nasz rząd nie chce wprowadzić tak ważnej dla potrzebujących ustawy, to oznacza, że wyborców politycy mają w „głębokim poszanowaniu”. Bo to kpina z nas wszystkich. Nie dość, że sami musimy rząd wyręczać i solidarnie pomagać organizacjom charytatywnym, to jeszcze od tego musimy płacić podatki. Absurd.
Inne kraju już dawno tego typu sprawy uregulowały. To ułatwia wiele spraw – dodajmy, ze spraw trudnych. Solidarna pomoc bowiem nie jest kwestią łatwa ani do umówienia, ani do przeprowadzenia na skalę ogólnopolską. A przy tym te cholerne kłody co chwilę rzucane pod nogi przez urzędników.